Witamy ponownie!
:)
Tym razem
zapędziło nas do malezyjskiej Malakki. Dzięki niezastąpionemu Gruponowi :)
nabyliśmy parę biletów autokarowych (autokary miały być VIP... a były, jakie
były ;)) i pooooszli! Na weekend jedynie, ale warto było.
Malakka to stolica
jednego z najmniejszych
malezyjskich sułtanatów, o
tej samej nazwie :) Położona jest po obu stronach rzeki Malakka przy ujściu
cieśniny... a jakże!... Malakka :) Historyczne centrum miasta rozciąga się
wzdłuż wybrzeża i obejmuje wzgórze Św. Pawła z ruinami portugalskiej fortecy 'A
Famosa' ('Sławny'), Palc Holenderski (wschodni brzeg rzeki) i starą Chińską
Dzielnicę (zachodni brzeg). W 2008 dzięki swoim zabytkom i dziedzictwu kulturalnemu miasto zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa
UNESCO.
Według legendy miasto
zostało utworzone w miejscu, gdzie król Malakki – Parameswara – zobaczył
myszo-jelenia (mouse-deer, ponoć poprawno-naukowa polska nazwa to kanczyl, ale nijak mi to nie pasuje do tego milusiego zwierzątka :) ) uciekającego przed psem. Zwierzątko, mimo, że niewielkie, było na
tyle szybkie i zwinne, że bez problemu pozbyło się ścigającego je prześladowcy.
Obserwujący zdarzenie Parameswara, wziął je za dobry omen i na tym miejscu w
1402r. utworzył miasto Malakka, a myszo-jelenia uwiecznił w jego herbie.
Królestwo Malakki
nękane było licznymi najazdami sąsiadujących państw, dlatego król zdecydował
szukać pomocy u Cesarza Chin, który zgodził się objąć państwo protektoratem.
Mając tak potężnego sprzymierzeńca, Malakka w bardzo szybkim tempie zaczęła się
rozwijać i dzięki korzystnemu płożeniu geograficznemu wkrótce stała się centrum
handlu morskiego, a samo miasto – najbogatszym portem Archipelagu Malajskiego.
Wieść o doskonale
prosperującej Malacce dotarła do portugalskiego króla – Manuela I. W 1509r. król wysłał swojego admirała Sequeirę
z ofertą dla sułtana Mahmuda Shah, w myśl, której Malakka miałaby zostać
portugalskim reprezentantem handlowym na region wschodnich Indii. Mimo, że sama
oferta została przyjęta pozytywnie, konflikt pojawił się na polu wyznaniowym.
Sułtan obawiał się, że Portugalczycy będą chcieli zmusić islamską Malakkę do
przejścia na chrześcijaństwo. Przeświadczony o zagrożeniu ze strony Portugalczyków
Mahmud zaatakował ludzi Sequiery. W obliczu tych wydarzeń, Manuel I zadecydował
o zbrojnym przejęciu Malakki, co doszło do skutku w 1511r. Portugalczycy
przekształcili miasto portowe w fortecę, która pozwalała im kontrolować i nadzorować
dostęp do cieśniny Malakka, a tym samym cały handel, jaki się tam odbywał.
Taki stan rzeczy nie dopowiadał Holendrom i ich Holenderskiej Kompanii
Wschodnioindyjskiej (VOC), która miała mieć monopol na działalność kolonialną w
Azji. Pierwsza, próba przejęcia Malakki została przypuszczona w 1606r., kiedy
to, jedenaście holenderskich statków starło się z dwudziestoma portugalskimi w potężnej
bitwie morskiej u Przylądka Rachado. Pokonani Holendrzy zwrócili się o pomoc do
sułtana Johor – syna pokonanego przez Portugalczyków Mahmuda Shah. Wspierani
przez lokalnych sprzymierzeńców Holendrzy przejęli Malakkę w 1641r.
W 1824r. na
podstawie paktu podpisanego między Holandią i Wielką Brytanią Malakka stała się
kolonią brytyjską. Taki stan utrzymał się do 1957r., kiedy to Malezja uzyskała niepodległość.
Liczne
zawirowania historyczne, oraz utworzenie i gwałtowny rozwój Singapuru,
sprawiły, że port Malkki stopniowo tracił na znaczeniu. Miasto powoli
podupadało ekonomicznie i pustoszało. Obecnie jednak jest jednym z
najatrakcyjniejszych miejsc turystycznych – z bogatą historią i architekturą przeplataną
multi-kulturalnymi naleciałościami.
A teraz
przechodzimy do wyprawy właściwej :)
Na pierwszy ogień wycieczkowy poszła wieża
obrotowa, która pozwoliła nam podziwiać miasto ‘z lotu ptaka’. Wieża Taming Sari
ma 110m i jest – do tej pory – jedyną wieżą ‘żyroskopową’ w Malezji. Może
pomieścić do 80 osób, a przejażdżka trwa ok. 7 minut. Nazwa wieży została
zaczerpnięta z mitologii i odnosi się do, mającej magiczne właściwości broni
jednego z legendarnych malezyjskich wojowników – Hang Tuah. Szczyt wieży
uwieńczony jest konstrukcją przypominającą rękojeść oręża.
Krótka przerwa na
posiłek z autochtonami :) Najbardziej popularnym daniem w Malezji jest
kurczak w słodko-sojowo-grillowym sosie z kulkami ryżowymi. Pyyyyszooota!
A potem, dla
odmiany, podziwianie miasta z… ‘perspektywy żaby’, czyli wyprawa amfibią, niewiadomo dlaczego zwaną ‘Duck Tour’ (‘Kacza Wycieczka’) :) Oprócz atrakcji wizualnych dostaliśmy jeszcze w bonusie ‘atrakcje’ audio
– każdy wycieczkowicz poniżej dwucyfrowej liczby wiekowej (oraz, nie wiem dlaczego, ja ;)) dostał ‘gwizdek’
w kształcie kaczego dzioba, którym na znak dany przez przewodnika, kwakał ile
wlazło :)
![]() |
| Wyspa pt. 'Kobieta w ciąży' :) |
Meczet Cieśniny
Malakka jest usytuowany na sztucznie utworzonej wyspie przy mieście. Kiedy
poziom wody się podnosi, meczet wygląda jakby unosił się na falach. Koszt konstrukcji
wyniósł 10 mln MYR (Malezyjskich Ringgitów – ok. 11 mln PLN).Ceremonia otwarcia
odbyła się w 2006r.
Jak tylko
dotarliśmy do Malakki, próbowaliśmy do meczetu dojść ‘na skróty’. I jak to w
przypadku ‘skrótów’ bywa, straciliśmy całe do południe błądząc po okolicach, w
niemiłosiernym upale, nawet się do punktu przeznaczenia nie zbliżając… :)
Po przejażdżko-rejsie
przeszliśmy się nad rzekę Malakka. Rzeka została przez europejskich żeglarzy ochrzczona
mianem ‘Wenecji Wschodu’. Obecnie jej największą atrakcją jest 45 min. ‘rejs’ kanałem
rzecznym, przebiegającym przez środek miasta. W czasie rejsu można zobaczyć Plac
Holenderski, a także most Tan Boon Seng. Podczas portugalskiej inwazji, najeźdźcy
zajęli most, tym samym przecinając komunikację między dwoma brzegami i dzieląc
miasto, co doprowadziło do jego upadku. Kolejnym mostem z historyczną ‘nie-sławą’
jest Chan Boon Cheng. W trakcie japońskiej okupacji Malakki w czasie II Wojny
Światowej, japońscy żołnierze mieli w zwyczaju układać na nim odcięte głowy swoich
ofiar, przypominając lokalnej ludności, w czyich rękach jest władza. Rejs
kończy się przy Kampung Morten – żywym muzeum, z oryginalnymi budynkami tradycyjnej
malajskiej architektury.
- nad samą rzeką,
w świetnym punkcie widokowym
- tanie ‘napoje’
- jedzenie,
gdybyśmy spróbowali, też pewnie byłoby dobre ;)
- wolno-biegające
zwierza :)
![]() |
| Andrzej zmęczony... |
![]() |
| ... Andrzej orzeźwiony ;) |
Drastycznie niesamowite jest współistnienie i ko-egzystencja niesamowitej biedy, nędzy wręcz, ze świetnie prosperującymi rejonami miasta, pełnymi restauracji, barów. I wcale nie trzeba się oddalać od typowo turystycznych dzielnic, centrum miasta, by jego dualności doświadczyć. Bieda i dobrobyt istnieją tu zaraz obok siebie – przedzielone ewentualnie przepierzeniem z ozdobionych choinkowymi światełkami pnących roślin.
A wieczorem... nasz rejs uraczył nas dodatkowo atrakcją z serii ‘O Matko! Co się dzieje?!?!?’, kiedy to łódka, którą płynęliśmy przestała nagle działać. Zgasły światła, zgasł silnik i siarczyście przyłożyliśmy dziobem w brzeg. Po chwili, tak samo jak przestała, tak ni z tego, ni z owego zaczęła działać ponownie. A pani ‘kapitanka’, z wyraźną ulgą, odstawiła nas całych i bezpiecznych na brzeg. :)
***Poniższe zdjęcia robione są niespodzianką, która spotkała Andrzeja podczas naszego nożnego rekonesansu nabrzeża. Otóż pan Wiśniewski znalazł – całkiem legalnie! :) – zupełnie bezpański obiektyw do aparatu :)
Kolejny dzień zapędził nas do Chińskiej Dzielnicy. Jej centrum stanowi Jonker Street. Ulica oblepiona malowniczymi sklepikami, oferującymi absolutnie wszystko: od mocno kiczowatych bibelotów, przez ubrania, do okazałych antyków – wszystko za śmiesznie niskie ceny. Dodatkowo w piątki i soboty, przed sklepikami pojawiają się jeszcze dziesiątki maleńkich przenośnych stoisk – na Jonker Street zaczyna się, trwający całą noc market.
Po drodze zaczepiliśmy niechcąco i nieświadomie o szkołę kulturystyki :) Założona przez Datuk Wira Gan Boon Leong – prominentnego polityka, który kiedyś zdobywał sławę i rozgłos w zawodach kulturystycznych, otrzymując tytuł ‘Mr. Universe’, ‘Mr. Asia’ i ‘Mr. Malaysia’. Taki malezyjski odpowiednik Arnolda Schwarzeneggera :)
Kolejny ‘historyczny’ przystanek: Plac Holenderski (Dutch Square) zwany również… Placem Czerwonym :) Nazwa nieoficjalna swoje pochodzenie zawdzięcza po prostu kolorowi budynków. Ale ciekawostką jest skąd się ów kolor wziął :) Otóż rządcy miasta postanowili przemalować budynki na czerwono, ponieważ te, często … opluwane przez przechodniów traciły wartość estetyczną, a na czerwonym po prostu mniej widać :)
Budynki Placu Holenderskiego
pochodzą z okresu między 1660 – 1700 r. Z ukrytymi za żaluzjami oknami, z masywnymi
drzwiami osadzonymi na ciężkich zawiasach z kutego żelaza, są przedstawicielami
typowo holenderskiej architektury kolonizacyjnej.
Z najważniejszych punktów Placu Holenderskiego
udało nam się zobaczyć te:
Christ Church
(Kościół Chrystusa) – zbudowany w 1753r. dla uczczenia stu lat panowania w Malacce.
Po przejęciu miasta przez Brytyjczyków, kościół został przekształcony z
protestanckiego w anglikański. W jego wnętrzu znajdują się masywne, drewniane,
ręcznie robione ławy kościelne, wykonany z płytek ceramicznych obraz
przedstawiający Ostatnią Wieczerzę oraz tablice upamiętniające zarówno
żołnierzy holenderskich, jak i lokalnych. Na szczególną uwagę zasługuje też
sufit świątyni, którego strop wykonany został z 15m belek pochodzących z
jednego drzewa.
Tang Beng Swee
Clocktower (Wieża Zegarowa Tang Beng Swee) – mimo, że architektonicznie
przypomina budowle holenderskie, została wzniesiona w 1886r. przez jedną z lokalnych
rodzin, dla upamiętnienia Tang Bend Swee – bardzo zamożnego potentata
handlowego.
Dodatkową
atrakcją (dość uciążliwą i nachalną :) ) Placu są riksze. Każda z nich obficie
przystrojona kwiatami, bibelotami i czym tylko. Każda, obowiązkowo posiadająca
zamontowany sprzęt stereo, z którego bez ustanku huczą dźwięki najnowszych zachodnich
‘przebojów’ (podczas naszego pobytu, bardzo na topie był Bruno Mars :) ). Podczas wizyty na Placu trzeba się
psychicznie przygotować na odrzucanie setek ofert przejażdżkowych, oraz
przewodniczych :) Nas
zaatakował bardzo sprytny przewodnik wyposażony w mocno zużyty zeszyt z wpisami
swoich klientów. Gdy się dowiedział, że jesteśmy z Polski, odliczył odpowiednią
ilość stron, radośnie pokazując nam wpis… niemiecki. Po czym skruszony przyznał:
‘Oj, kartki się skleiły’ :) Ale wpis polski faktycznie był. Niestety z usług
pana tak, czy inaczej nie skorzystaliśmy. :)
Nieco dalej, za
plecami Placu, znajdują się pozostałości po Holenderskim Cmentarzu, przejętym
później przez kolonizatorów brytyjskich. W centrum cmentarza znajduje się
wysoki pomnik upamiętniający żołnierzy, którzy zginęli w tzw. Naning War (Wojna
O Naning – obszar przejęty i przyłączony do Malakki przez Brytyjczyków) w
1831r.
A na zakończenie miasto od zaplecza :)
![]() |
| Kot-demon ;) ;) ;) |
![]() |
| Co można znaleźć w Malezji pod choinką ;) |
I to by było tyle na dziś, a na zakonczenie - bonus video!
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania.
Ola i Andrzej :)













































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz