Przede wszystkim bardzo, bardzo przepraszamy za naszą długą nieobecność i opuszczenie się w obowiązkach blogerskich :( Na swoje usprawiedliwienie mamy tylko to, że sporo się działo po tej stronie globu i ciężko było się z czasem wyrobić (ciekawa rzecz - azjatycka doba też ma tylko 24 godziny ;)) W ramach zadośćuczynienia szczegółowo i obszernie o wszystkim doniesiemy :)
Bez zbędnych ceregieli i dalszego opóźniania, zaczynamy postowe nadrabianie.
Dzięki Marcie i Radkowi W. :) jeszcze zanim znaleźliśmy się w Singapurze, sporo się nasłuchaliśmy (i naoglądali również) o tutejszym zoo. Oczywiście od razu miejsce to, znalazło się na pierwszej pozycji mojej listy pt. "Do zwiedzenia" :) Jak tylko wylądowaliśmy zaczęłam Andrzejowi płakać, że do zoo i że teraz, zaraz, natychmiast. Czekałam jedynie;) ponad miesiąc, żebyśmy się wreszcie tam wybrali.
Skoro świt (ok 10:00 ;)), po szybkim śniadaniu wypadliśmy z domu tylko po to, by uderzyć w ścianę wody. Jak się okazało, największa ulewa razem z największą burzą świata, postanowiły się rozpętać właśnie wtedy, kiedy my grzeczenie, nie wadząc nikomu, chcieliśmy sobie poogladać faunę.Z tego też powodu zdjęcia będą takie trochę niepełnosprytne - robione ukradkiem, w tajemnicy przed deszczem.
Szybkie, krótkie info na temat zoo, a potem już tylko zdjęcia, zdjęcia i zdjęcia :)
Zoo zostało oddane do użytku publicznego w 1973. Koszt jego powstania - 9 mln dolarów singapurskich - w całości pokrył rząd. Powierzchnia - 28 hektarów, na których przebywa ponad 315 gatunków zwierząt (w tym ok 16% to gatunki zagrożone).
Zoo bardzo dużą wagę przykłada do pokazywania zwierząt w warunkach jak najbardziej dla nich przyjaznych i najmniej inwazyjnych. Pomijając już oczywisty fakt, że stara się odtworzyć warunki ich naturalnego środowiska, stosuje również zasadę "otwartych"wybiegów - ukryte zabezpieczenia, bez krat, metalowych prętów, itd. Wiele wybiegów jest otwartych zupełnie - np. niektóre gatunki małp mogą swobodnie przemieszczać się po całym obszarze zoo. A żeby im to ułatwić, na drzewach rowieszone są przeróżnego rodzaju liny, drabinki, mosty, itd....
Nie, podobnej zasady nie stosuje się do lwów, tygrysów i innych ludojadów;)
Naprawdę trzeba uważnie patrzeć i rozglądać się w każdym kierunku, żeby - raz: nie przeoczyć jakiegoś zwierza, dwa: nie wdepnąć w niego... takiego, biegającego pod nogami myszo-jelenia na przykład ;)
A myszo-jeleń wygląda tak:
Opis znaleziony przy wybiegu tego śmiechowego zwierzaka, jego nazwę "wyjaśnia" tak: "Myszojeleń - ni to mysz, ni jeleń" ;)
Przed zwiedzaniem właściwym postanowiliśmy poćwiczyć najpierw na nieco mniej ruchawych okazach ;)
| Andrzej ze słoniami i bardzo rzadkim okazem dziecka ;) |
Fauna właściwa :)
Pory karmienia są ściśle określone i przestrzegane. Niektóre zwierzaki jednak stwierdziły, że nie chce im się czekać i wykombinowały, że może skapnie im dodatkowa przekąska, po tym jak dadzą ... przedstawienie. I tak np. wydry wymyśliły sobie żąglowanie kamieniami, akompaniując sobie przy tym okrutnymi wrzaskami i piskami :)
Przy wybiegu dla słoni spędziliślimy trzy-czwarte naszego czasu zwiedzającego, chowając się przed ulewą, która osiągnęła totalne apogeum :/ Dzięki temu mogliśmy się napatrzeć na słonicę, która... tańczyła :) Bardzo z siebie zadowolona, przez około godzinę kiwała się miarowo, przestępując z nogi na nogę i wymachując trąbą. Nie wiem czym oni karmią te zwierzaki, ale też to chcę ;) ;) ;)
| Na drugim planie Słonica-tancerka :) |
Ze specjalną dedykacją dla... ;)
A poniżej przykład na ignorowanie doskonałe ;)
I na zakończenie kilka ogólnych:
I to by było na tyle
Pozdrawiamy i do następnego przeczytania
Ola i Andrzej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz